W połowie grudnia jak obuchem
„W połowie grudnia jak obuchem uderzyła nas wiadomość o wielkiej kontrofensywie wojsk niemieckich w Ardenach. Niemców opanowała euforia. Z tryumfem rozgłaszali komunikaty o błyskawicznych sukcesach na froncie anglosaskim, z dnia na dzień oczekując nowej Dunkierki. Ale w styczniu rozwiały się ich marzenia o zwycięstwie. Na całej długości ruszył front wschodni i wyzwalając między innymi Warszawę parł niepowstrzymanie na Odrę. Aktualne wiadomości przynosił nam pewien wachman, który jedną ze swoich relacji zakończył, ku naszej uciesze, smętnym stwierdzeniem — Also, meine Herren, Hitler kaputt!
Na krótko przed Wielkanocą przybyli do Sandbostel oficerowie armii wrześniowej, ewakuowani pieszo z dalekiego obozu w Woldenbergu. Nie bardzo rozumieliśmy się ze sobą. Odizolowani od tylu lat w obozach, jakoś inaczej, naszym zdaniem, patrzyli na świat, jakby zasklepili się w przeszłości. Ich codzienne jenieckie nawyki nazywaliśmy „chorobą drutów". Przyzwyczajeni do unormowanych warunków obozowych, zapewne znacznie bardziej niż my cierpieli w głodowym Sandljjf stel.
Kryzys w Ardenach został zażegnany. Anglosasi znowu ruszyli do przodu. Wychwytywaliśmy już daleki pomruk dział. Niemcy podjęli decyzję ewakuacji obozu, tym razem w kierunku wschodnim. Oczywiście pieszo i pod silnym konwojem. W barakach mieli pozostać i oczekiwać na transport kołowy jedynie chorzy, nie nadający się do marszu.“(1)
<<<< Główną rolę w ataku
|